„Bohemian Rhapsody” – fabularna biografia Queen

Film na temat legendy muzyki rockowej – Queen – przyciąga do kina tłumy widzów. Czy jednak na pewno warto obejrzeć „Bohemian Rhapsody”? Czy jest zgodny z prawdą i wart uwagi?

Bohemian Rhapsody” wszedł do polskich kin 2 listopada – to historia legendarnej grupy rockowe, wymykającej się jednak szufladkowaniu i wyprzedzającej epokę. Na ten film fani czekali z wielką niecierpliwością i ogromnymi oczekiwaniami – w końcu już dawno powinniśmy oddać muzykowi hołd. W świecie muzyki rzadko trafiają się takie osobowości – przecież Freddie Mercury dla wielu jest idolem, mimo że czasy triumfu zespołu już dawno minęły, a sam artysta zmarł 27 lat temu.

Fabularna biografia Queen, ikony muzyki, niestety nie jest jednak tak dobra jak moglibyśmy się tego spodziewać. Supergrupa wywoływała dreszcze swoimi występami – zarówno muzyką, tekstami, jak przede wszystkim za sprawą niezwykle charyzmatycznego wokalisty i lidera, Freddiego Mercury’ego.

Ekranizacja dotyczy całego zespołu, ale nie jest zaskoczeniem, że głównym jej bohaterem jest wokalista, Freddie Mercury. To oczywiście pseudonim sceniczny, gdyż naprawdę muzyk nazywał się Farrokh Bulsara. W jego postać wciela się Rami Malek, znany z serialu Mr. Robot. Można jednak mieć mieszane odczucia – głównie na początku, gdyż młody Freddie nie wzbudza naszego zaufania.

Nie jest to jednak film zupełnie płaski. Freddie walczy, widzimy jego wewnętrzną walkę, zmianę, bolesny proces dojrzewania, przytłoczenie itd. Obserwujemy, jak rodzi się gwiazda. Ale widzimy też jego ogromną samotność. Aktorzy zostali jednak dobrani bardzo dobrze – zarówno Malek, jak i pozostali członkowie grupy.

Odbieramy go raczej jako nieco wycofanego właściciela dziwnej szczęki. Zastrzeżenia budzi też fabuła filmu, nie zawsze zgodna z rzeczywistością, a także sama postać artysty. Można odnieść wrażenie, że została ona mocno uproszczona, pozbawiona wielu cech, a sam film w niedostatecznym stopniu porusza ważne tematy, np. chorobę i wirusa HIV czy homoseksualizm.

A zatem – czy warto obejrzeć „Bohemian Rhapsody”? Dla muzyki warto, ale nie jest to film, który koniecznie musimy zobaczyć. Rami Malek faktycznie nieźle śpiewa, a występ podczas Live Aid w 1985 roku robi ogromne wrażenie. Zresztą ten wyjątkowy koncert był przełomowy dla dalszej działalności zespołu.

Mocną stroną są zatem aktorzy, ścieżka dźwiękowa oraz zdjęcia. Kadry są dopracowane i przemyślane, ale brakuje materiałów archiwalnych. Tych jest zdecydowanie za mało. Plusem jest z pewnością także pokazanie muzycznej różnorodności. Słyszymy nie tylko prawdziwe i wszystkim znane rockowe hity, ale także piosenki mniej znane, popowe, w stylu disco itd.

Nie wszystko się jednak zgadza – np. Freddie w 1985 roku nie wiedział jeszcze, że jest nosicielem wirusa HIV. O chorobie dowiedział się mniej więcej dwa lata później, ale mimo wszystko skupił się na muzyce już do końca swojego życia. Poza tym debiutancka płyta Queen nie odniosła aż takiego sukcesu komercyjnego.

(KKw/fot.Pixels/Pixabay)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *